Hello

Hello
New York!

Wednesday, October 14, 2015

Pierwszy dzień w szkole...

Cóż, muszę Wam przyznać że ten dzień nie był taki zły. Na samym początku zaspałam. Kiedy wpadłam do łazienki, umyłam zęby, ubrałam się i zjadłam bardzo małe śniadanie, okazało się że do pierwszej lekcji zostało mi trzy minuty. Niestety tak blisko szkoły nie mam, więc oczywistością było że się musiałam spóźnić mojego pierwszego dnia szkoły. Moja kochana mama wykazała się bardzo dobrym sercem i zaproponowała mi podwózkę, z której bardzo chętnie skorzystałam. 
Dotarłam do szkoły, która z normalną polską szkołą miała niewiele wspólnego. Serio, wejście jak do jakiejś siedziby urzędowej, proste i oficjalne. Lekcja trwała, więc korytarze były puste. Pomyślałam że to może dobrze, chociaż będę miała czas na uczesanie włosów w łazience. Ale niestety tak się nie stało. 
Wysoka kobieta z ciasno spiętymi włosami oraz w męskim garniturze zaczepiła mnie i przedstawiła się jako dyrektorka szkoły a następnie zaprosiła mnie do swojego gabinetu. Więc poszłam za nią. Potem poszła w miarę gładko: przywitała mnie w szkole, powiedziała kilka słów o czymś tam (mówiłam że mój angielski nie jest dość idealny?) i zaprowadziła mnie do sali numer 504 - sali biologicznej gdzie odbywała się moja pierwsza lekcja. Kobieta przedstawiła mnie klasie po czym zostawiła mnie bandzie bogatych nastolatków. Czułam się jak jakiś banan wśród głodnych małp. Wszyscy się na mnie patrzyli a ja patrzyłam się w podłogę jak jakiś niedorozwój. 
Na kolejnych dwóch lekcjach było podobnie. A potem nastała pora lunchu! Poszłam do jadalni i zajęłam stolik w kącie sali karcąc się w myślach. Przecież nie tak miał wyglądać mój pierwszy dzień w szkole, w Nowym Jorku. Miałam być pewną siebie nową dziewczynę a zamieniam się w jakąś szarą myszkę. Nawet w Polsce nie byłam taka. 
Zaczęłam grzebać widelcem w jakiejś zielonej papci. Jejku, naprawdę myślałam że chociaż w prywatnej szkole będzie lepsze żarcie. 
I kiedy się tak rozmyśliłam o moim życiu w Polsce, o  przyjaciołach, których zostawiłam, usłyszałam jakiś damski głos mówiący do mnie. Kiedy spojrzałam na osobę stojącą przede mną zobaczyłam wysoką blondynkę o pięknych rysach twarzy. Zdałam sobie sprawę że w życiu nie widziałam takiej twarzy. Dziewczyna się przedstawiła, nazywała się Lara Cross. Była zachwycona tym że pochodzę z Polski ale chyba nie miała zbyt dużo czasu na wysłuchiwanie o tym kraju, bo jak szybko się pojawiła przy moim miejscu tak samo szybko stamtąd odeszła. 
Resztę dnia spędziłam podobnie jak na samym początku. Po szkole wróciłam prosto do domu, zjadłam w miarę normalny obiad (jeżeli normalnym obiadem można nazwać zamówioną pizze) i rozpoczęłam rozpakowywanie sterty pudeł. I tak nadszedł wieczór. 


A jak u Was?  


P.S. Zapomniałam Wam powiedzieć że w trakcie schodzenia po szkolnych schodach wpadłam na bardzo interesującego chłopka. Co ja wygaduję, on był boski! I ten jego uśmiech... ach!
No ale teraz, śpijcie dobrze.
Dobranoc.


http://www.crystalxp.net

No comments:

Post a Comment