Jak minęły mi czwartek i piątek? Jak na Nowy Jork to chyba dość spokojnie. Po pierwsze dowidziałam się że chłopak, na którego wpadłam w pierwszy dzień szkoły ma na imię Sean i niestety ma dziewczynę. Szkoda.
Po drugie musiałam zakupić mundurek szkolny. Tak, mundurek! Muszę go nosić codziennie, więc swoją szafę pełną ciuchów mogę wysłać z powrotem do Polski.
Po trzecie zyskałam chyba nową przyjaciółkę - Beverly. Jest bardzo fajną dziewczyną i szczerze mówiąc jedną z niewielu, która wydaję się być normalna. I teraz pewnie zastanawiacie się co to znaczy że jest normalna.
Nie wiem czy wiecie ale chodzenie do prywatnych szkół w Nowym Jorku oznacza tylko jedno - że rodzice są nieźle nadziani, a to z kolei oznacza, że ich dzieci są rozpieszczone i kochane przez media i gazety.
Beverly nie pcha się na siłę do świata show - biznesu jako płytka celebrytka (a uwierzcie mi że co druga osoba w mojej szkole właśnie to robi), za to jest bardzo miłą i może trochę zbyt poważną osobą, której nie obchodzi co mówią inni.
Po czwarte zostałam zaproszona na swoją pierwszą imprezę w Nowym Jorku do klubu One Step Beyond. Jestem tak strasznie podekscytowana, chociaż jeszcze nie
wiem czy na nią pójdę, w końcu jest to impreza
całonocna, w obcym mieście i na dodatek mam
tylko piętnaście lat, więc nie mam pewności że
mama mnie puści. Ale jestem dobrej myśli
(mówiłam że jestem niepoprawną optymistką)
Zaraz wychodzę z Beverly na zakupy. Pokaże mi też trochę miasta i poznam jej znajomych.
Do usłyszenia wkrótce.
Maja.
No comments:
Post a Comment